poniedziałek, 30 grudnia 2013

Pomóżcie

POMÓŻCIE. BARDZO WAS POTRZEBUJE. 

 Dzisiaj rano tak jak miałam zamiar ,zważyłam się. Już od początku coś mi nie pasowało. Kiedy nawet nie dotykałam wagi pokazywała 2.8 kg. Próbowałam coś z tym zrobić ale ani rusz. Pomyślałam ,że to minie kiedy stanę na wadze. Stanęłam i pokazała 38.3. Przez chwile się załamałam ale przypomniałam sobie o wcześniejszym problemie. Odjęłam od siebie kg i wyszło 35.5kg.
 Powinnam się cieszyć. Najpierw powiedziałam sobie ,że dojdę do 38kg i stop. Potem zauważyłam ,że to mnie nie zadowala i postanowiłam zejść do 35. Ułatwieniem było to ,że myślałam ,że nie ważne co waga pokaże - 35.9kg ,35.6kg ,35.4kg - najważniejsza była sama cyfra '35'. Kiedy mi się to udało sytuacja się powtórzyła. Zapragnęłam równych 35 kg ,najlepiej jeszcze przed Nowym Rokiem. 

 Co mam zrobić?

 Rodzice grożą lekarzami ,ośrodkami ,szpitalami. Obiecałam już masie osób ,że wezmę sie za moje zdrowie. Teraz sama nie wiem. Łatwo zauważyć ,że to tak jakby 'błędne' koło. Sama sobie nie poradzę. 

Dlatego MUSZĘ poznać wasze zdanie na ten temat. BŁAGAM poświęccie chwilę na chociaż króciutki KOMENTARZ. 

CZY OSIĄGNĘŁAM JUŻ CEL? 

 Jeśli nie wróci mi miesiączka sprawy nie będą już takie kolorowe. Do tego osłabienie ,mroczki przed oczami. POMÓŻCIE. CO MAM ROBIĆ? Gubię się.

 Nie wiem czy będę miała jeszcze okazje więc chciałabym życzyć wam Szczęśliwego Nowego Roku. Abyście nigdy się nie poddawały i osiągnęły wszystkie postawione sobie cele. Aby każdy dzień przynosił coraz to więcej powodów do radości i uśmiechu. Niech rok 2014 otworzy nowy ,jeszcze lepszy rozdział w waszym życiu. Trzymam za was kciuki. 

 Szczerze to sobie też tego życzę. Idę już bo znowu się rozpisuję. Trzymajcie się x
 Ps: DZIĘKUJE JEŚLI MI POMOGŁAŚ ,NAPRAWDĘ DZIĘKUJE. 

piątek, 27 grudnia 2013

ŚWIĘTA

 Hej motylki ♥
 Więc tak ,wróciłam ze świątecznego wyjazdu. Udało mi się i mam zapisane wszystko co zjadłam ale mimo to nie pokażę wam tego. Nie ma co. Czy jadłam normalnie? Sama nie wiem. Jest dobrze bo na pewno mieściłam się w 1000 kcal. Wypełniłam moje postanowienie i zjadłam coś tylko jeśli wiedziałam ile ma kcal. W wigilię też nie przesadziłam ,to chyba mój największy sukces.

Wigilijna kolacja:
kilka łyżek kapusty (taka ala zupa)
malutkie kawałeczki 3 różnych ryb (jakieś 2cm x 2cm)
2 pierogi (jeden z kapustą i grzybami a drugi ruski)
1/4 gołąbka (nawet trochę mniej)
pół krokieta

 Dobra może nie jest jakoś super ale też chyba nie najgorzej. U mnie w rodzinie bardzo przestrzega się zasady ,że "trzeba wszystkiego spróbowac". Moim zdaniem jest to pretekst żeby się jeszcze bardziej najeśc ale okej. Dzięki temu ,że próbowałam po odrobinie nie wzbudzałam aż takich podejrzeń. Po kolacji odmówiłam sobie ciast i innych dupereli.
 Jeśli chodzi o resztę dni to chyba wszyscy kazali mi jeśc ale byłam silna. Babcia zauważyła "co się dzieje". Ktoś z rodziny miał kiedyś anoreksję ,cały czas o tym mówiła ,pytała się o jedzenie itp. Najgorzej było z mamą. Darła się ,traktowała jak śmiecia... Dzisiaj kiedy wróciliśmy zamówili pizze. Musiałam zjeśc ,przy nich się nie da. Oczywiście powybierałam ,otarłam z tłuszczu i nie dokończyłam ale boże ,ohydztwo. Przed tym pokłóciłam się z mamą. Wydarłam jej w twarz ,że połknę tabletki ,zabiję się. Ona zaczęła coś krzyczec o jakimś tam ośrodku. Ale po tym... przytuliła mnie. Rozmawiałyśmy chwilę.
 Kończę już bo znowu wyjdzie długi post. Dodam tylko ,że NA PRAWDĘ TĘSKNIŁAM I MIMO ,ŻE JEST WAS MAŁO TO JESTEM WAM BARDZO WDZIĘCZNA .Jutro napiszę jak się czuję itd ,muszę się jakkolwiek wygadac.

A JAK WAM MINĘŁY ŚWIĘTA? PISZCIE - BARDZO CHĘTNIE POCZYTAM. Trzymajcie się chudo x

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Przedświąteczny bilans


Śniadanie: mała ,niedokończona kromka chleba ze słonecznikiem (nie wiem gdzie był ten słonecznik ale ok) posmarowana mniej niż łyżeczką serka Almette. Do tego parę "paluszków" papryki ,2 pomidorki koktajlowe i parę plastrów ogórka. 

Obiad: Mniej niż gałka ziemniaków (jakaś połowa) ,kawałeczek mięsa w sosie własnym (mięso poskubałam ,zjadłam jak najmniej a sos jak najdokładniej odkładałam) ,5 ogórków konserwowych (2 małe i 3 troszeczkę większe).

Kolacja: Niecały jogurt Jogobella light i niecała mała mandarynka.

+ trening (50 długości ,granie przez jakieś 30 minut ,cwiczenia na nogi) i 100 brzuszków.


 I co myślicie? Powtórzę ,że rodzice strasznie mnie pilnują. Robię co w mojej mocy aby było jak najmniej kcal. Jutro rano się mierzę i ważę. Nie będzie mnie tu do piątku bo wyjeżdżam do babci. Mam mały plan jak się ograniczac i wszystko będę zapisywac w moim notesiku. Kiedy tylko będę mogła zdam wam relację jak było ,może napiszę jakieś bilanse ale pewnie będą okropne...

 Byłam dzisiaj u tego "specjalisty" a tak na prawdę psychiatry specjalizującego się w zaburzeniach odżywiania. Rozmawiał ze mną o różnych rzeczach ,nie tylko o odżywianiu ale mimo to co powiedział (do tego przy rodzicach) na końcu? Że zdecydowanie mam ANOREKSJĘ. On jest chyba ślepy. Anorektyczki są chude ,silne ,idealne. A ja? Na pewno taka nie jestem. W dodatku nie zasługuję na Ane. Nie zasługuję na bycie Pro-Ana. Kiedyś może będę tego warta ale teraz zdecydowanie nie. Powiedział ,że jak nie przytyję to mogę trafic do szpitala. Dał mamie namiary do jakiegoś ośrodka ,że niby nam pomogą i "dobrze" się mną zajmą. Są tam jacyś specjaliści ,mają odpowiednie warunki i żebyśmy się tam zgłosili. Sama nie wiem co mam o tym myślec. Do tego powiedział ,że mam przytyc do 48KG I UTRZYMAC WAGĘ. Prędzej się zabiję. Dla mnie maks. to 44/45 kg. Teraz i tak wyglądam jak spaślak to co będzie przy 48kg?


 

Korzystając z okazji życzę wam motylki radosnych ,spokojnych świąt spędzonych w rodzinnym gronie oraz szczęśliwego nowego roku. Bądźcie silne w tym trudnym okresie ,wierzę w was i trzymam za was kciuki ♥




 Tyle na dzisiaj. Znowu się rozpisałam ale musiałam o wszystkim napisac. Trzymajcie się ciepło i chudo ,wracam w piątek ♥
 PS: DZIĘKUJE JEŚLI MNIE ZAOBSERWOWAŁAŚ I SKOMENTOWAŁAŚ COKOLWIEK ,TO BARDZO DUŻO DLA MNIE ZNACZY.

niedziela, 22 grudnia 2013

Niedzielny bilans


Śniadanie: 130g jogurtu naturalnego 0% ,60g jabłka (nie zjadłam wszystkiego) ,pół łyżeczki otrąb pszennych i owsianych ,szczypta cynamonu 
Obiad I: Kilka łyżek zupy warzywnej ,parę kosteczek marchewki ,papryki i pora (z zupy). Udało mi się tylko tyle i resztę odłożyłam.
Obiad II: sałatka: sałata lodowa ,rukola ,roszponka ,trochę ogórka ,parę pomidorków koktajlowych. W sałatce był jeszcze ser feta ale tylko go skubnęłam. Spróbowałam sosu (jogurt nat. ,czosnek i przyprawy) i zjadłam odrobinę grillowanego kurczaka (musiałam).
Kolacja: Coca Cola Zero ♥♥♥

Łącznie: Starałam się obliczyc ale nie mam pojęcia...

 Moja poranna waga to 37.1 kg. Rano trochę się załamałam bo wczoraj było 36.8 ale może dlatego ,że wtedy prawie nic nie wypiłam... wmawiam to sobie żeby całkowicie się nie załamac. 
 Jak wasze bilanse? Mnie rodzice nadal strasznie pilnują ale robię co w mojej mocy. Coraz bliżej święta więc będzie ciężko.
 Trzymajcie się chudo ,jutro jadę do tego specjalisty więc na pewno napiszę jak było x


sobota, 21 grudnia 2013

Potrzebuję was...

 Wiedziałam ,że tak będzie. Udostępniłam bloga i co z tego? Nic. Prawie nikt nie pisze komentarzy ,macie mnie gdzieś. TAK BARDZO WAS POTRZEBUJĘ. Bez was nie daje rady. Brak mi motywacji ,chęci do czegokolwiek. Myślałam ,że "przyjmiecie" mnie do swojego grona i ,że chociaż parę z was będzie mnie wspierac ale najwyraźniej nie jestem tego warta.
 Dzisiejszego bilansu nawet nie będę komentowac. Wszystko co zjadłam rozpisałam w notesiku więc po prostu przepiszę.

Śniadanie: Połowa tosta z serem (ser jak najwięcej odłożyłam i zjadłam sam chleb). "Podziubałam" trochę w jajecznicy ale jej nie zjadłam. Do tego 1 pomidorek koktajlowy i 3 plastry ogórka.
Obiad I: Zupa jarzynowa z której powybierałam marchewkę ,seler i paprykę a mięsa i ziemniaków nie tknęłam. Nie dokończyłam i zjadłam mniej więcej połowę.
Obiad II: Tata zrobił jakieś mięso (powiedział ,że to szynka?) w sosie własnym ,zjadłam jakąś maks. 1/4 a nawet mniej (nienawidzę takiego mięsa) a sos jak najdokładniej odkładałam. Do tego jakoś połowa gałki ziemniaków ,2/3 pomidorki koktajlowe i 1/4 ogórka kiszonego.

 Łącznie: Nie mam pojęcia i modlę się żeby jak najmniej. Jeśli ktoś wie ile to proszę NAPISZCIE.

 Na prawdę się staram ale to strasznie trudne ,zwłaszcza z moimi rodzicami. Wszystkie posiłki jemy razem ,podczas nich mnie obserwują i sama nie wiem co mam robic. Mam jeśc śniadanie ,2 dania na obiad i kolację. Na szczęście kiedy jemy II danie to dośc późno i ,tak jak dzisiaj, wymiguję się od kolacji.


 Przez ostatni napad nie jem słodyczy itp. do wtorku i jak najdłużej dam radę. Zrobiłam sobie plan co zrobic kiedy czuję ,że będę go miała i mam nadzieję ,że teraz będzie lepiej. Na razie udało mi się wczoraj odmówic spróbowania szarlotki mamy i keksu sąsiadki. Teraz mama piecze pierniczki ,pięknie pachnął ale nie mam jakiejś straszniej ochoty i ich nie tknę. Jestem z siebie trochę dumna bo byłam na zakupach ,masa słodyczy wokół mnie ale się nie złamałam.

Ten obrazek jest taki piękny. 
Piękny ,bo jako jeden z niewielu prawdziwy.

 Trochę się rozpisałam ale tak już mam kiedy zaczynam pisac posta. Zawsze lepiej się czuję kiedy już wszystko z siebie "wyrzucę". DZIĘKUJE JEŚLI DOTRWAŁAŚ DO KOŃCA. Miło gdybyś ZOSTAWIŁA PO SOBIE JAKIŚ ŚLAD. Dziękuje ,że jesteś i jeśli zostaniesz x

 Trzymajcie się chudo ♥

piątek, 20 grudnia 2013

Zawaliałam czyli bilans 20.12.2013r,

 Motylki potrzebuję was. Bardzo was potrzebuję. Dzisiaj zawaliłam i czuję się okropnie. W szkole była wigilia klasowa ale byłam silna. Zjadłam tylko kawałek ciasteczka i piłam wodę. Ale najgorsze ,że wróciłam do domu i miałam napad. Pianki ,biszkopty ,czekoladka ,ciastka ,trochę naleśnika ,a później? Ponad połowa czekolady ,którą dostałam od koleżanki. Później to zwracałam ale nie udało mi się wszystkiego. Tak bardzo się wstydzę. Do tego czeka mnie jeszcze świąteczna kolacja z sąsiadami. Powiem ,że boli mnie brzuch ,źle się czuję i że nic mogę nic przęłknąc. Mimo ,że po zwracaniu tego wszystkiego poszłam po prostu spac to zaraz też idę. Może jakoś przekonam rodziców. Nie chcę się znowu kłócic.
 Mam dośc. POTRZEBUJĘ WAS.
 JEST TAM KTOŚ?

czwartek, 19 grudnia 2013

Bilans - 19.12.2013

Tak dobrze mi dzisiaj szło ,wręcz idealnie ,i co? Wszystko musiałam zepsuc.

(Wszystko zapisywałam w moim notesiku dlatego piszę godziny zamiast "posiłków")

ok. 6:30 - filiżanka kawy z łyżką mleka 0.5% (maks. 20 kcal?)
ok. 8:50 - 2 kromki suchego pieczywa (40 kcal)
ok. 15:30 - 75g jabłka (36 kcal ,maks. 40)
16:00 - 16:40 - Wzięłam do buzi i od razu wyplułam ciastka. Robiłam na wigilię klasową więc musiałam sprawdzic ale specjalnie wzięłam bardzo mały gryz i od razu wyplułam i przepłukałam buzię.
ok. 21:10 - niedokończony naleśnik (ok. 40g) z dżemem niskokalorycznym (jakieś 150 kcal?)

Łącznie: około 250 kcal.

 Gdyby nie ten głupi naleśnik wszystko byłoby idealnie. Jestem beznadziejna. Mama się uparła i musiałam. Nie miałam wyjścia. Rodzice mają jakieś schizy i pakują we mnie jedzenie. Miałam do wyboru to ,hod-doga albo MacDonalda więc wolałam to i nie zjeśc do końca. Zjadłam trochę więcej niż połowę i dżem "ściągałam" więc może mniej kcal...
 Jutro rano się ważę i zobaczę co nowego. Czeka mnie ciężki dzień bo nie dośc ,że wigilia klasowa to jeszcze wigilijna kolacja z sąsiadami ,istna masakra. Wymyśliłam ,że powiem ,że źle się czuję ,baaarrddzzo boli mnie brzuch i ,że nie dam rady nic przełknąc. W klasie się nabiorą ,gorzej z rodzicami ale coś wymyślę.
 Moja psychika wysiada. Nie daję sobie już rady. Najchętniej wzięłabym garśc tabletek i zasnęłabym na zawsze. Gdyby nie to ,że jestem głupim tchórzem... Jestem zmęczona ,słaba ,bez życia. Na szczęście jutro ostatni dzień w szkole i przerwa - nareszcie.

 A jak u was z wigiliami klasowymi?
Trzymajcie się chudo ♥

środa, 18 grudnia 2013

Bilans - 18.12.2013

Wczoraj wstawiłam posta o moim "świątecznym odliczaniu" ale w nocy go usunęłam. Bałam się ,że nie dam rady zmieścic się w limicie kcal. Że wszystko zawalę i będzie mi przed wami strasznie wstyd. Mimo to do świąt (do wtorku) codziennie będę dodawac bilanse i kontrolowac ilośc kcal.

Bilans z dzisiaj:
śniadanie:  filiżanka kawy z łyżką mleka 0,5% - maks. 25 kcal (?)
II śniadanie: jabłko - ok. 60 kcal
obiad: suchy naleśnik - maks. 100 kcal (ważył 30g)
kolacja: zrobię kanapkę ale zawinę ją w woreczek i tak na prawdę nie zjem nic ,wypiję kawę zbożową albo ostatecznie zjem jabłko - maks. 60 kcal
Łącznie: maks. 250 kcal

 Co u was? Jak wasze bilanse? Ja teraz staram się zrzucic trochę przed świętami bo znając życie będą jeszcze bardziej wpychac we mnie jedzenie. Nie mam wyjścia ,muszę przytyc albo będę musiała brac hormony. Wolę to sama kontrolowac a nie mimo "normalnego" jedzenia tyc przez jakieś głupie tabletki. 

 JEŚLI WIECIE COŚ NA TEMAT PRZYJMOWANIA HORMONÓW ,CZY NA PRAWDĘ SIĘ OD NICH TYJE TO PROSZĘ NAPISZCIE W KOMENTARZU ,COKOLWIEK.

 Zrobię sobie herbatę i idę się uczyc na jutro. O 17:30 jadę do psychologa na wizytę. Nie jest aż tak źle ,w miarę fajnie z kimś w końcu porozmawiac. W nowym roku chcę trochę nad sobą popracowac ,zmienic się i stac się lepszym człowiekiem. Mam nadzieję ,że dam radę. 

 Do jutra ,trzymajcie się chudo x

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Bez życia

 Ostatnio jestem jakaś 'bez życia'. Słaba ,zero radości z czegokolwiek ,sama nie wiem. Czekam tylko na przerwę świąteczną ,przerwę od tej głupiej szkoły. Mam dośc i chociaż nie mam jakoś dużo nauki to i tak jestem wykończona.
 Dzisiaj miałam jechac do tego 'specjalisty od zaburzeń odżywiania' ,i co? Moje prośby zostały wysłuchane i nie pojechałam. Kiedy jechałam w ojcem w aucie zadzwonił telefon i dowiedzieliśmy się ,że dzisiaj nie da rady i musimy to przełożyc. Idę za tydzień ,mimo wszystko zawsze to więcej czasu do przemyśleń itp.


Wiem ,że wcześniej już wstawiałam to zdjęcie ale jest takie szczere ,piękne...

 Więc kiedy wróciłam do domu ,co się stało? Miałam napad eh. Domyśliłam się ,że za niedługo będę go miała bo ostatnio był spokój. Czekoladki ,czipsy ,trochę obiadu ,pianki ,biszkopciki ,trochę szarlotki ,kawałek plasterka sera... Później oczywiście to zwróciłam ale na pewno nie wszystko ,może z połowę. Okropnie się czuję. Mam ochotę przestrzelic sobie ten głupi łeb ,dosłownie. Zaraz jadę na trening i przed nim wypiję filiżankę kawy (oczywiście bez mleka itp). Pewnie trochę spalę ale znając życie nie za dużo.
Bilans z dzisiaj to śniadanie - dośc małe jabłko ,kawa (bez mleka) ,w szkole gryz drożdżówki od koleżanki
obiad - NAPAD
kolacja - NIC NIC NIC
Łącznie:  śniadanie maks. 150 kcal + NAPAD ,nie wiem i nie chcę o tym myślec
Na kolację nie zjem nic ,raczej mi się uda bo rodzice mają dzisiaj wigilię w firmie więc skłamię ich ,że zjadłam kolację. Boję się ,że rzucę się na pianki ,albo zjem jabłko ale postaram się byc silna.

Mam dośc i najchętniej zasnęłabym ,zasnęłabym na zawsze. Trzymajcie się chudo ,trzymam za was kciuki x

sobota, 14 grudnia 2013

38 kg.

Dzisiaj rano staję na wadze i co widzę? 38 KG.
UDAŁO SIĘ
Ale szczerze to nie widzę po sobie żebym była chuda. Chcę byc chudsza. Może by tak 35 KG? Eh ,teraz to nie mam na co liczyc. Prawdopodobnie muszę przytyc do 44 kg ,lekarka coś o tym wspominała uh. Zbliżają się święta więc na pewno trochę "przybiorę". Gdyby nie ta głupia miesiączka to nadal bym dążyła do swoich celi ,do perfekcji ,a co? GÓWNO. Na razie wrócę do 40 kg ,a jak to nic nie da to zobaczę. Inaczej będę musiała brac hormony. Boję się bo od nich podobno bardzo dużo można przytyc itd. Teoretycznie na jedno wychodzi ale jak sama to zrobię to w pewnym sensie nadal będę miała kontrolę.

W domu codziennie awantury ,o co? O jedzenie. Matka się drze ,ojciec się drze ,ja się drę i tak w kółko. Nie chcę jeśc. Nienawidzę jeśc. Niby po co mi jedzenie? Do życia? A co jeśli NIE CHCĘ ŻYC?
Rodzice codziennie słyszą jak mówię ,że się zabiję i nic. Nie wiem ,nie mówię tego specjalnie ,samo mi się "wymyka". Staram się nad tym zapanowac bo robi się coraz bardziej nieciekawie.
Dzisiejszy bilans tak w skrócie to śniadanie - dietetyczne placuszki bananowe (jajko ,białko ,trochę otrębów owsianych i pszennych ,mniej niż połowa banana ,smażone na patelni przetartej ręczniczkiem nasączonym olejem) ,obiad - chochelka kremu z cebuli ,poru ,ziemniaków (nie wiem ,moja mama robiła więc pewnie w ch#j kaloryczne) ,4 razowe grzanki (mama mi kazała) ,kolacja - szpinakowy makaron (zrobiony przez moją mamę) ,jakiś sos ze śmietany ,mleka i czosnku i kawałki kurczaka.
Łącznie - NIE MAM ZIELONEGO POJĘCIA.
Na kolację zjadłabym kompletnie co innego ale ,jak już wspominałam ,rodzice masakrycznie zaczęli mnie pilnowac. W poniedziałki mam ważenia ,istna masakra. Ubieram się jak najciężej żeby jak najwięcej pokazało ale mało to daje. Dobrze ,że nie znają mojej prawdziwej wagi. Ojciec groził mi ,że mnie wyśle do szpitala. Mam na serio dośc ,mam dośc wszystkiego.




W szkole coraz częściej słyszę "ale ty schudłaś" ,"jaka ty chuda" i takie tam. Albo kiedy widzę spojrzenia tych s#k. Tyle razy się ze mnie śmiały ,mówiły ,że nie dam rady. I co? Szczena opadła? Mogą mi składac pokłony. Masę razy słyszałam ,że się poddam
"Co dieta? Hahaha"
*Jem batonika* "Ty też na diecie? Haha*
"Ty się odchudzasz? Ta ,na pewno"
I co? Łyso was? To daje mi tylko dodatkową satysfakcję i motywację. 


Kończę bo jutro mam zamiar wstac nie za późno żeby miec czas się ogarnąc i wszystko przemyślec. 
Trzymajcie się chudo ♥
PS: Mama upiekła dzisiaj 2 szarlotki. Miałam ostatnio taką straszną ochotę. Ale nie złamałam się. Choc przez chwilę byłam już na skraju to dałam radę. Tak samo mam dużą ochotę na ciastka ,pianki czy biszkopciki ale nie ,dam radę. Jutro jadę do kina z przyjaciółką więc może udam ,że z nią coś zjadłam to wtedy nie będę musiała nic jeśc w domu. Nie zdziwię się ,kiedy na prawdę coś zjem ale postaram się byc silna. Do kina kupię sobie Coca Colę Light i wytrzymam. Dam radę. Muszę.

niedziela, 8 grudnia 2013

Końcówka

(Pierwszy post który piszę z IPoda ,Sory za błędy ,układ i takie tam) 
Obecna waga: 38.2
Gram.
J@#$%y gram. "Tylko" tyle.
Mimo to wstałam i pierwsze co to wyciągnęłam tiramisu ,moja mama zrobiła. Wzięłam łyżeczkę i spróbowałam. Niby tylko pare razy do buzi a jednak. Po tym zrobiłam sobie kawę z odrobiną mleka (0,5%) i kanapkę. Dwa małe gryzy kanapki ,zawinęłam ją w woreczek i do kosza. Do końca dnia zjem obiad (musze ale postaram sie same warzywa) i kolacje wezmę do pokoju i wyrzucę. Rodzice masakrycznie mnie pilnują. Mam już tego na serio dość. 
Jeśli jutro zobaczę 38kg to mogę przytyć ale najpierw musze osiągnąć mój cel. 
Miesiączka? Nadal nie wróciła. Jeśli nie przytyje i nie wróci to będe musiała brać hormony uh.
Moja pani psycholog poleciła mi lekarza ,psychiatra interesujący sie zaburzeniami odżywiania ,cudownie co nie? Codziennie myślę co mu powiem. Będe musiała dużo zmyślać ale coś wykombinuje. 
Postanowiłam sobie ,że okej - przytyje ,ale na wiosnę a głównie wakacje znowu trochę zrzucę. Chociaż i tak sobie tego nie wyobrażam. Szczerze to wolę umrzeć niż przytyć.
Codziennie myśle o mojej śmierci. Zabije sie. Pokaże tym wszystkim niedowiarkom. Nawet rodzice już masę razy słyszeli jak mówiłam 'zabije się' i co?Nic ,nic ich to nie obchodzi. 
Jutro wracając ze szkoły pójdę do sklepu i kupie nowe temperówki. Moje trochę sie juz stępiły więc potrzebuje nowych. 
Zastanawiam sie nad udostępnieniem bloga ale boje sie ,że ktoś 'nieodpowiedni' go znajdzie. Ale bardzo chciałabym nawzajem sie z wami wspierać. Sama nie wiem.
W piątek skończyło mi sie postanowienie (18 dni bez słodyczy i cukru) i cały dzień na słodyczach. Miałam w pewnym sensie napad na chipsy. Mimo ,że za nimi nie przepadam ,sama nie wiem. Po tym żygałam przez ponad pół godziny ,może nawet godzine. Nawet wymiotowałam chwilami krwią. Ale i tak wszystkiego nie zwróciłam ,nie zdążyłam uh. Ale musze przyznać ,że coraz lepiej to "robię" ,coraz lepiej mi idzie. Wcześniej to trwało parenaście minut i tyle. Teraz jak będe miała napady (zazwyczaj je mam jak jestem sama w domu) to będzie, chyba, łatwiej mi to całe gówno zwrócić. Trzymajcie kciuki.
Jestem głupim beznadziejnym obrzydliwym brzydkim grubym tłustym grubasem. 
Trzymajcie sie chudo x

PS: Spadł śnieg -> zima -> święta -> jedzenie -> ku#$a 

piątek, 22 listopada 2013

Kolejny napad.

Moja waga? Rano ,40.1. Przed chwilą miałam napad ,zrobiłam sobie popcorn i zjadłam ponad połowę takiego dużego pudełka. Masakra. Ale w sumie to w pewnym sensie dobrze.

Nie jem słodyczy do 6 grudnia ,moje "postanowienie" ,eh. Pewnie przez to rzuciłam się (dosłownie) na ten popcorn. Pewnie zaraz i tak coś zjem ,miód czy coś. Tak MIÓD. Ostatnio mam fazę :)
W tym tygodniu byłam tylko w poniedziałek na treningu i w niedzielę pewnie pocwiczę. Dlaczego? 3 dni byłam nie żywa - choroba. Teraz też kaszlę i czuję się osłabiona.

Teraz (wieczorem ,po napadzie z brzuchem pełnym jak cholera) ważę 40.7 (moja waga) 41.1 (waga rodziców). K#$%a. Nie no w pewnym sensie się cieszę bo muszę trochę przytyc żeby mi okres wrócił ale to okropne uczucie. Zważę się jeszcze jutro z samego rana i zobaczę.

Tak strasznie chcę zwrócic ten popcorn ale nie mogę. Po pierwsze zwrócę wtedy leki (na chorobę ,kaszel itp) ,po drugie pewnie przez to waga spadnie ,po trzecie mama ostatnio pytała się mnie czy wymiotuję bo ubikacja jest brudna a po czwarte jestem CHOLERNYM TCHÓRZEM.

Dobranoc. Nie mam humoru więc zaraz idę spac. Jestem na siebie wkurwiona bo mogłam się powstrzymac ale nie ,po co. Je#$c to. Miłej nocy :)))))))))

poniedziałek, 4 listopada 2013

Leci

Co u mnie? Leci.

Dawno mnie tu nie było co? Jakoś nie mam weny i ochoty. W dodatku w weekend sobie odpuściłam i tak - strasznie się wstydzę. Nie było aż tak źle ale jak dla mnie? Masakra. O dziwo przytyłam tylko 1 gram. Powinnam się martwic ale cieszę się bo muszę trochę przytyc. Mama chce wiedziec ile ważę ,wie o 47 kg a nie o 42/41. Chce mnie zabrac do dietetyka i takie tam pierdoły. Aktualnie siedzę i umieram ,chyba jestem chora. Najchętniej do końca dnia leżałabym w łóżku ale przede mną jeszcze nauka i trening.

Tak dodatkowo bilans z dzisiaj:
Śniadanie: 1 niecała kromka pieczywa suchego (drugą wyrzuciłam) ,kawałeczek babeczki który wyplułam i gryz czekolady Milka (takiej bąbelkowej czy jakoś tak) = około 30/35 kcal.

Obiad: pół jajka na twardo + pomidor + 3 marchwitki + parę ogórków korniszonych (konserwowych) = około 100 kcal.
Niestety ogórki okazały się innymi ogórkami. Jakimiś w ketchupie czy coś (moja ciocia takie robi ,po prostu chyba dodaje do zalewy ketchupu). Smakują jak zwykłe i zorientowałam się dopiero kiedy chciałam dołożyc sobie jednego. Mam nadzieję ,że nie moją jakoś więcej kalorii ,modlę się o to.

Podwieczorek & kolacja: najpierw przed treningiem zjem połowę jabłka i wypiję odrobinę kawy ,bez mleka i cukru (nie chcę paśc trupem) a na kolację kawę zbożową = około 50 kcal.

Razem =  185 kcal. Cholera a miało byc 150. Jestem idiotką. Mam nadzieję ,że spalę to na treningu ,boję się ,że zemdleję bo i tak czuję się słaba ale zobaczy się.

W szkole leci ,w domu szkoda gadac. Posprzątam trochę ,spakuję się i spadam na trening.
Trzymajcie się chudo xx

środa, 23 października 2013

Idiotka.

Idiotka ze mnie. Głupia ,pusta ,bezużyteczna ,brzydka i GRUBA idiotka. Nienawidzę siebie.
Nie jadłam od jakiegoś czasu słodyczy i dzisiaj rzuciłam się na ciasta które były w lodówce. Nie wiem ile zjadłam ,myślę ,że łącznie jakiś kawałek ciasta.
Po prostu wzięłam widelec ,tackę i zaczęłam jeśc. Ale małymi kawałeczkami więc nie zjadłam aż tak dużo.

GŁUPIA. GRUBA. ŚWINIA.

Co dzisiaj zjadłam? Ostatnio rodzice bardzo mnie pilnują. Przez ten tydzień muszę jeśc śniadania bo biorę leki ,uh.
Śniadanie: Jogurt truskawkowy light ,parę płatków do mleka takich zdrowszych owsianych ,2 kromki pieczywa chrupkiego (około 130 kcal ,jogurtu nie zjadłam całego)
Obiad: Zupa krem z brokułów + 1 kromka pieczywa chrupkiego (nie mam pojęcia ale maks. 300 kcal ,tak myślę)
Kolacji jeszcze nie jadłam ale jeśli mi się uda to nie zjem nic a jak nie to jabłko (50 kcal ale to zależy jaka wielkośc ale zjem najmniejsze jakie będzie albo połowę)
 Do tego to ciasto. Nie mam pojęcia ile kcal. Maks. 500 ale nie wiem dokładnie więc...

Obecna waga: 43,5 kg (zważyłam się około 16:00)

Dzisiaj: około/mniej niż 1000 kcal.
Jezus maria to takie ohydne ,tyle kcal... Jestem taka głupia ,taka naiwna.
W sobotę idę do koleżanki na 'halloween' więc pewnie też zjem coś słodkiego ,boże.
Do tego ostatnio mam straszną ,straszną ochotę na czekoladę Milkę i oreo.
Dzisiaj miałam kupic ,mogłam już prawie brałam ale się powstrzymałam.
I tak jestem beznadziejna.
Takim oto pozytywnym akcentem kończę. Muszę się jeszcze pouczyc i iśc na różaniec (przygotowania do bierzmowania eh).

Trzymajcie się chudo xx

sobota, 12 października 2013

10.10.2013

Więc mój jadłospis na 10.10.2013 -
śniadanie - 100ml mleka (0,5 %) z 3 łyżkami płatków kukurydzianych + połowa jabłka 

obiad - połowa jabłka ,około 2 garście brokuła ugotowanego na parze + około 2 łyżeczki jogurtu greckiego z łyżeczką musztardy + kawa z mlekiem (0,5 %)

kolacja - jabłko
- wypiłam w szkole parę łyków soku od koleżanki
- wieczorem robiłam małe (na prawdę malutkie) babeczki czekoladowe i zjadłam 1,5

Łącznie : około 235 kcal (bez babeczek)

nienawidzę siebie za moje przewinienia i obiecuję ,że spotka mnie za nie należyta kara.

Aktualna waga: 44.6


środa, 9 października 2013

Początek

 Hej.
 Przepraszam ale nie mam zielonego pojęcia jak zacząć tego posta. Nawet nie wiem czy ktoś go przeczyta. Ale nie obchodzi mnie to. Już od bardzo ,bardzo dawna chciałam założyć bloga i wreszcie nadarzyła się okazja.

 Zacznijmy od tego ,że pewnym sensie dołączyłam do 'motylków'. Długo się nad tym zastanawiałam. Ta decyzja trwała rok. Chociaż nie do końca ,bo tak na prawdę o 'motylkach' dowiedziałam się wszystkiego parę dni temu. Ale od roku zastanawiałam się czy podjąć tą decyzję i w końcu - udało mi się. Nie wiem czy dobrze postąpiłam ale mam dość siebie ,swojego ciała ,muszę się zmienić. Ale mimo wszystko to ja sama kieruję sobą ,ustalam zasady. Przyznam ,że nie zawsze tak jest ale staram się.
 
 Blog jest prywatny. Nie chcę się chwalić moimi problemami ale zebrać wszystko w jednym miejscu.  Już nie ♥
   Może ogólnie napiszę coś o blogu? Więc będę tu dodawać posty kiedy będę mogła. Stworzę parę zakładek które "podzielą" mój blog na różne tematy. Nie dziwcie się ,że nawet się nie przedstawiłam ,bo po co? Czy to coś zmieni?
 Ale ogólnie to zostańmy przy tym ,że jestem "kimś". Nazwijcie mnie jak chcecie. Nadajcie mi piękne imię. Wyobraźcie mnie sobie jakkolwiek chcecie. Pozostawiam to waszej wyobraźni. Chociaż zazwyczaj będę się podpisywać "motylek". Akurat nie ze względu na to o czym pisałam wcześniej. Jest dużo powodów ,może napiszę o tym kiedy indziej.



 Więc nie będę się rozpisywać ,nie mam o czym. Wspomnę jeszcze tylko ,że zazwyczaj na końcu posta będę dodawać link do piosenek. Muzyka to coś co trzyma mnie kiedy upadam więc chcę aby też była częścią tego bloga.
 Dobranoc ,do następnego.
                                                                                                                                       ~ motylek 

http://www.youtube.com/watch?v=ABzh6hTYpb8&list=LLJjatwl1qL9Ow81M-lNrNvA