sobota, 14 grudnia 2013

38 kg.

Dzisiaj rano staję na wadze i co widzę? 38 KG.
UDAŁO SIĘ
Ale szczerze to nie widzę po sobie żebym była chuda. Chcę byc chudsza. Może by tak 35 KG? Eh ,teraz to nie mam na co liczyc. Prawdopodobnie muszę przytyc do 44 kg ,lekarka coś o tym wspominała uh. Zbliżają się święta więc na pewno trochę "przybiorę". Gdyby nie ta głupia miesiączka to nadal bym dążyła do swoich celi ,do perfekcji ,a co? GÓWNO. Na razie wrócę do 40 kg ,a jak to nic nie da to zobaczę. Inaczej będę musiała brac hormony. Boję się bo od nich podobno bardzo dużo można przytyc itd. Teoretycznie na jedno wychodzi ale jak sama to zrobię to w pewnym sensie nadal będę miała kontrolę.

W domu codziennie awantury ,o co? O jedzenie. Matka się drze ,ojciec się drze ,ja się drę i tak w kółko. Nie chcę jeśc. Nienawidzę jeśc. Niby po co mi jedzenie? Do życia? A co jeśli NIE CHCĘ ŻYC?
Rodzice codziennie słyszą jak mówię ,że się zabiję i nic. Nie wiem ,nie mówię tego specjalnie ,samo mi się "wymyka". Staram się nad tym zapanowac bo robi się coraz bardziej nieciekawie.
Dzisiejszy bilans tak w skrócie to śniadanie - dietetyczne placuszki bananowe (jajko ,białko ,trochę otrębów owsianych i pszennych ,mniej niż połowa banana ,smażone na patelni przetartej ręczniczkiem nasączonym olejem) ,obiad - chochelka kremu z cebuli ,poru ,ziemniaków (nie wiem ,moja mama robiła więc pewnie w ch#j kaloryczne) ,4 razowe grzanki (mama mi kazała) ,kolacja - szpinakowy makaron (zrobiony przez moją mamę) ,jakiś sos ze śmietany ,mleka i czosnku i kawałki kurczaka.
Łącznie - NIE MAM ZIELONEGO POJĘCIA.
Na kolację zjadłabym kompletnie co innego ale ,jak już wspominałam ,rodzice masakrycznie zaczęli mnie pilnowac. W poniedziałki mam ważenia ,istna masakra. Ubieram się jak najciężej żeby jak najwięcej pokazało ale mało to daje. Dobrze ,że nie znają mojej prawdziwej wagi. Ojciec groził mi ,że mnie wyśle do szpitala. Mam na serio dośc ,mam dośc wszystkiego.




W szkole coraz częściej słyszę "ale ty schudłaś" ,"jaka ty chuda" i takie tam. Albo kiedy widzę spojrzenia tych s#k. Tyle razy się ze mnie śmiały ,mówiły ,że nie dam rady. I co? Szczena opadła? Mogą mi składac pokłony. Masę razy słyszałam ,że się poddam
"Co dieta? Hahaha"
*Jem batonika* "Ty też na diecie? Haha*
"Ty się odchudzasz? Ta ,na pewno"
I co? Łyso was? To daje mi tylko dodatkową satysfakcję i motywację. 


Kończę bo jutro mam zamiar wstac nie za późno żeby miec czas się ogarnąc i wszystko przemyślec. 
Trzymajcie się chudo ♥
PS: Mama upiekła dzisiaj 2 szarlotki. Miałam ostatnio taką straszną ochotę. Ale nie złamałam się. Choc przez chwilę byłam już na skraju to dałam radę. Tak samo mam dużą ochotę na ciastka ,pianki czy biszkopciki ale nie ,dam radę. Jutro jadę do kina z przyjaciółką więc może udam ,że z nią coś zjadłam to wtedy nie będę musiała nic jeśc w domu. Nie zdziwię się ,kiedy na prawdę coś zjem ale postaram się byc silna. Do kina kupię sobie Coca Colę Light i wytrzymam. Dam radę. Muszę.

3 komentarze:

  1. A usunęłaś swoje zdjęcia :(
    Ale chciałam napisać, że jesteś bardzo śliczna i masz słodkie papcie.
    Będę odwiedzać, trzymaj się ; *

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem z Ciebie dumna, Motylku! Trzymaj się tak dalej, ale pamiętaj - musisz żyć. Po co się tyle starałaś o idealną wagę? Żeby teraz umrzeć? Bezsensowne.

    OdpowiedzUsuń
  3. pomysl sobie z innej strony... jestes juz chuda osiagnelas sukces, myslisz ze waga 35 cos zmieni? a potem 30? i ciagle gruba? nie uwazasz ze bardziej musisz popracowac nad oceną siebie, nad akceptacja, a nie nad straceniem kolejnego kilograma.. moze lepiej zaczac tryb aktywny cwiczyc dla zdrowia, kondycji, lepszej jedrnosci itp :) mięsnie waza :) wiec mozesz wazyc te 44kg i byc szupla i pelna energii

    OdpowiedzUsuń