czwartek, 19 grudnia 2013

Bilans - 19.12.2013

Tak dobrze mi dzisiaj szło ,wręcz idealnie ,i co? Wszystko musiałam zepsuc.

(Wszystko zapisywałam w moim notesiku dlatego piszę godziny zamiast "posiłków")

ok. 6:30 - filiżanka kawy z łyżką mleka 0.5% (maks. 20 kcal?)
ok. 8:50 - 2 kromki suchego pieczywa (40 kcal)
ok. 15:30 - 75g jabłka (36 kcal ,maks. 40)
16:00 - 16:40 - Wzięłam do buzi i od razu wyplułam ciastka. Robiłam na wigilię klasową więc musiałam sprawdzic ale specjalnie wzięłam bardzo mały gryz i od razu wyplułam i przepłukałam buzię.
ok. 21:10 - niedokończony naleśnik (ok. 40g) z dżemem niskokalorycznym (jakieś 150 kcal?)

Łącznie: około 250 kcal.

 Gdyby nie ten głupi naleśnik wszystko byłoby idealnie. Jestem beznadziejna. Mama się uparła i musiałam. Nie miałam wyjścia. Rodzice mają jakieś schizy i pakują we mnie jedzenie. Miałam do wyboru to ,hod-doga albo MacDonalda więc wolałam to i nie zjeśc do końca. Zjadłam trochę więcej niż połowę i dżem "ściągałam" więc może mniej kcal...
 Jutro rano się ważę i zobaczę co nowego. Czeka mnie ciężki dzień bo nie dośc ,że wigilia klasowa to jeszcze wigilijna kolacja z sąsiadami ,istna masakra. Wymyśliłam ,że powiem ,że źle się czuję ,baaarrddzzo boli mnie brzuch i ,że nie dam rady nic przełknąc. W klasie się nabiorą ,gorzej z rodzicami ale coś wymyślę.
 Moja psychika wysiada. Nie daję sobie już rady. Najchętniej wzięłabym garśc tabletek i zasnęłabym na zawsze. Gdyby nie to ,że jestem głupim tchórzem... Jestem zmęczona ,słaba ,bez życia. Na szczęście jutro ostatni dzień w szkole i przerwa - nareszcie.

 A jak u was z wigiliami klasowymi?
Trzymajcie się chudo ♥

środa, 18 grudnia 2013

Bilans - 18.12.2013

Wczoraj wstawiłam posta o moim "świątecznym odliczaniu" ale w nocy go usunęłam. Bałam się ,że nie dam rady zmieścic się w limicie kcal. Że wszystko zawalę i będzie mi przed wami strasznie wstyd. Mimo to do świąt (do wtorku) codziennie będę dodawac bilanse i kontrolowac ilośc kcal.

Bilans z dzisiaj:
śniadanie:  filiżanka kawy z łyżką mleka 0,5% - maks. 25 kcal (?)
II śniadanie: jabłko - ok. 60 kcal
obiad: suchy naleśnik - maks. 100 kcal (ważył 30g)
kolacja: zrobię kanapkę ale zawinę ją w woreczek i tak na prawdę nie zjem nic ,wypiję kawę zbożową albo ostatecznie zjem jabłko - maks. 60 kcal
Łącznie: maks. 250 kcal

 Co u was? Jak wasze bilanse? Ja teraz staram się zrzucic trochę przed świętami bo znając życie będą jeszcze bardziej wpychac we mnie jedzenie. Nie mam wyjścia ,muszę przytyc albo będę musiała brac hormony. Wolę to sama kontrolowac a nie mimo "normalnego" jedzenia tyc przez jakieś głupie tabletki. 

 JEŚLI WIECIE COŚ NA TEMAT PRZYJMOWANIA HORMONÓW ,CZY NA PRAWDĘ SIĘ OD NICH TYJE TO PROSZĘ NAPISZCIE W KOMENTARZU ,COKOLWIEK.

 Zrobię sobie herbatę i idę się uczyc na jutro. O 17:30 jadę do psychologa na wizytę. Nie jest aż tak źle ,w miarę fajnie z kimś w końcu porozmawiac. W nowym roku chcę trochę nad sobą popracowac ,zmienic się i stac się lepszym człowiekiem. Mam nadzieję ,że dam radę. 

 Do jutra ,trzymajcie się chudo x

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Bez życia

 Ostatnio jestem jakaś 'bez życia'. Słaba ,zero radości z czegokolwiek ,sama nie wiem. Czekam tylko na przerwę świąteczną ,przerwę od tej głupiej szkoły. Mam dośc i chociaż nie mam jakoś dużo nauki to i tak jestem wykończona.
 Dzisiaj miałam jechac do tego 'specjalisty od zaburzeń odżywiania' ,i co? Moje prośby zostały wysłuchane i nie pojechałam. Kiedy jechałam w ojcem w aucie zadzwonił telefon i dowiedzieliśmy się ,że dzisiaj nie da rady i musimy to przełożyc. Idę za tydzień ,mimo wszystko zawsze to więcej czasu do przemyśleń itp.


Wiem ,że wcześniej już wstawiałam to zdjęcie ale jest takie szczere ,piękne...

 Więc kiedy wróciłam do domu ,co się stało? Miałam napad eh. Domyśliłam się ,że za niedługo będę go miała bo ostatnio był spokój. Czekoladki ,czipsy ,trochę obiadu ,pianki ,biszkopciki ,trochę szarlotki ,kawałek plasterka sera... Później oczywiście to zwróciłam ale na pewno nie wszystko ,może z połowę. Okropnie się czuję. Mam ochotę przestrzelic sobie ten głupi łeb ,dosłownie. Zaraz jadę na trening i przed nim wypiję filiżankę kawy (oczywiście bez mleka itp). Pewnie trochę spalę ale znając życie nie za dużo.
Bilans z dzisiaj to śniadanie - dośc małe jabłko ,kawa (bez mleka) ,w szkole gryz drożdżówki od koleżanki
obiad - NAPAD
kolacja - NIC NIC NIC
Łącznie:  śniadanie maks. 150 kcal + NAPAD ,nie wiem i nie chcę o tym myślec
Na kolację nie zjem nic ,raczej mi się uda bo rodzice mają dzisiaj wigilię w firmie więc skłamię ich ,że zjadłam kolację. Boję się ,że rzucę się na pianki ,albo zjem jabłko ale postaram się byc silna.

Mam dośc i najchętniej zasnęłabym ,zasnęłabym na zawsze. Trzymajcie się chudo ,trzymam za was kciuki x

sobota, 14 grudnia 2013

38 kg.

Dzisiaj rano staję na wadze i co widzę? 38 KG.
UDAŁO SIĘ
Ale szczerze to nie widzę po sobie żebym była chuda. Chcę byc chudsza. Może by tak 35 KG? Eh ,teraz to nie mam na co liczyc. Prawdopodobnie muszę przytyc do 44 kg ,lekarka coś o tym wspominała uh. Zbliżają się święta więc na pewno trochę "przybiorę". Gdyby nie ta głupia miesiączka to nadal bym dążyła do swoich celi ,do perfekcji ,a co? GÓWNO. Na razie wrócę do 40 kg ,a jak to nic nie da to zobaczę. Inaczej będę musiała brac hormony. Boję się bo od nich podobno bardzo dużo można przytyc itd. Teoretycznie na jedno wychodzi ale jak sama to zrobię to w pewnym sensie nadal będę miała kontrolę.

W domu codziennie awantury ,o co? O jedzenie. Matka się drze ,ojciec się drze ,ja się drę i tak w kółko. Nie chcę jeśc. Nienawidzę jeśc. Niby po co mi jedzenie? Do życia? A co jeśli NIE CHCĘ ŻYC?
Rodzice codziennie słyszą jak mówię ,że się zabiję i nic. Nie wiem ,nie mówię tego specjalnie ,samo mi się "wymyka". Staram się nad tym zapanowac bo robi się coraz bardziej nieciekawie.
Dzisiejszy bilans tak w skrócie to śniadanie - dietetyczne placuszki bananowe (jajko ,białko ,trochę otrębów owsianych i pszennych ,mniej niż połowa banana ,smażone na patelni przetartej ręczniczkiem nasączonym olejem) ,obiad - chochelka kremu z cebuli ,poru ,ziemniaków (nie wiem ,moja mama robiła więc pewnie w ch#j kaloryczne) ,4 razowe grzanki (mama mi kazała) ,kolacja - szpinakowy makaron (zrobiony przez moją mamę) ,jakiś sos ze śmietany ,mleka i czosnku i kawałki kurczaka.
Łącznie - NIE MAM ZIELONEGO POJĘCIA.
Na kolację zjadłabym kompletnie co innego ale ,jak już wspominałam ,rodzice masakrycznie zaczęli mnie pilnowac. W poniedziałki mam ważenia ,istna masakra. Ubieram się jak najciężej żeby jak najwięcej pokazało ale mało to daje. Dobrze ,że nie znają mojej prawdziwej wagi. Ojciec groził mi ,że mnie wyśle do szpitala. Mam na serio dośc ,mam dośc wszystkiego.




W szkole coraz częściej słyszę "ale ty schudłaś" ,"jaka ty chuda" i takie tam. Albo kiedy widzę spojrzenia tych s#k. Tyle razy się ze mnie śmiały ,mówiły ,że nie dam rady. I co? Szczena opadła? Mogą mi składac pokłony. Masę razy słyszałam ,że się poddam
"Co dieta? Hahaha"
*Jem batonika* "Ty też na diecie? Haha*
"Ty się odchudzasz? Ta ,na pewno"
I co? Łyso was? To daje mi tylko dodatkową satysfakcję i motywację. 


Kończę bo jutro mam zamiar wstac nie za późno żeby miec czas się ogarnąc i wszystko przemyślec. 
Trzymajcie się chudo ♥
PS: Mama upiekła dzisiaj 2 szarlotki. Miałam ostatnio taką straszną ochotę. Ale nie złamałam się. Choc przez chwilę byłam już na skraju to dałam radę. Tak samo mam dużą ochotę na ciastka ,pianki czy biszkopciki ale nie ,dam radę. Jutro jadę do kina z przyjaciółką więc może udam ,że z nią coś zjadłam to wtedy nie będę musiała nic jeśc w domu. Nie zdziwię się ,kiedy na prawdę coś zjem ale postaram się byc silna. Do kina kupię sobie Coca Colę Light i wytrzymam. Dam radę. Muszę.

niedziela, 8 grudnia 2013

Końcówka

(Pierwszy post który piszę z IPoda ,Sory za błędy ,układ i takie tam) 
Obecna waga: 38.2
Gram.
J@#$%y gram. "Tylko" tyle.
Mimo to wstałam i pierwsze co to wyciągnęłam tiramisu ,moja mama zrobiła. Wzięłam łyżeczkę i spróbowałam. Niby tylko pare razy do buzi a jednak. Po tym zrobiłam sobie kawę z odrobiną mleka (0,5%) i kanapkę. Dwa małe gryzy kanapki ,zawinęłam ją w woreczek i do kosza. Do końca dnia zjem obiad (musze ale postaram sie same warzywa) i kolacje wezmę do pokoju i wyrzucę. Rodzice masakrycznie mnie pilnują. Mam już tego na serio dość. 
Jeśli jutro zobaczę 38kg to mogę przytyć ale najpierw musze osiągnąć mój cel. 
Miesiączka? Nadal nie wróciła. Jeśli nie przytyje i nie wróci to będe musiała brać hormony uh.
Moja pani psycholog poleciła mi lekarza ,psychiatra interesujący sie zaburzeniami odżywiania ,cudownie co nie? Codziennie myślę co mu powiem. Będe musiała dużo zmyślać ale coś wykombinuje. 
Postanowiłam sobie ,że okej - przytyje ,ale na wiosnę a głównie wakacje znowu trochę zrzucę. Chociaż i tak sobie tego nie wyobrażam. Szczerze to wolę umrzeć niż przytyć.
Codziennie myśle o mojej śmierci. Zabije sie. Pokaże tym wszystkim niedowiarkom. Nawet rodzice już masę razy słyszeli jak mówiłam 'zabije się' i co?Nic ,nic ich to nie obchodzi. 
Jutro wracając ze szkoły pójdę do sklepu i kupie nowe temperówki. Moje trochę sie juz stępiły więc potrzebuje nowych. 
Zastanawiam sie nad udostępnieniem bloga ale boje sie ,że ktoś 'nieodpowiedni' go znajdzie. Ale bardzo chciałabym nawzajem sie z wami wspierać. Sama nie wiem.
W piątek skończyło mi sie postanowienie (18 dni bez słodyczy i cukru) i cały dzień na słodyczach. Miałam w pewnym sensie napad na chipsy. Mimo ,że za nimi nie przepadam ,sama nie wiem. Po tym żygałam przez ponad pół godziny ,może nawet godzine. Nawet wymiotowałam chwilami krwią. Ale i tak wszystkiego nie zwróciłam ,nie zdążyłam uh. Ale musze przyznać ,że coraz lepiej to "robię" ,coraz lepiej mi idzie. Wcześniej to trwało parenaście minut i tyle. Teraz jak będe miała napady (zazwyczaj je mam jak jestem sama w domu) to będzie, chyba, łatwiej mi to całe gówno zwrócić. Trzymajcie kciuki.
Jestem głupim beznadziejnym obrzydliwym brzydkim grubym tłustym grubasem. 
Trzymajcie sie chudo x

PS: Spadł śnieg -> zima -> święta -> jedzenie -> ku#$a 

piątek, 22 listopada 2013

Kolejny napad.

Moja waga? Rano ,40.1. Przed chwilą miałam napad ,zrobiłam sobie popcorn i zjadłam ponad połowę takiego dużego pudełka. Masakra. Ale w sumie to w pewnym sensie dobrze.

Nie jem słodyczy do 6 grudnia ,moje "postanowienie" ,eh. Pewnie przez to rzuciłam się (dosłownie) na ten popcorn. Pewnie zaraz i tak coś zjem ,miód czy coś. Tak MIÓD. Ostatnio mam fazę :)
W tym tygodniu byłam tylko w poniedziałek na treningu i w niedzielę pewnie pocwiczę. Dlaczego? 3 dni byłam nie żywa - choroba. Teraz też kaszlę i czuję się osłabiona.

Teraz (wieczorem ,po napadzie z brzuchem pełnym jak cholera) ważę 40.7 (moja waga) 41.1 (waga rodziców). K#$%a. Nie no w pewnym sensie się cieszę bo muszę trochę przytyc żeby mi okres wrócił ale to okropne uczucie. Zważę się jeszcze jutro z samego rana i zobaczę.

Tak strasznie chcę zwrócic ten popcorn ale nie mogę. Po pierwsze zwrócę wtedy leki (na chorobę ,kaszel itp) ,po drugie pewnie przez to waga spadnie ,po trzecie mama ostatnio pytała się mnie czy wymiotuję bo ubikacja jest brudna a po czwarte jestem CHOLERNYM TCHÓRZEM.

Dobranoc. Nie mam humoru więc zaraz idę spac. Jestem na siebie wkurwiona bo mogłam się powstrzymac ale nie ,po co. Je#$c to. Miłej nocy :)))))))))

poniedziałek, 4 listopada 2013

Leci

Co u mnie? Leci.

Dawno mnie tu nie było co? Jakoś nie mam weny i ochoty. W dodatku w weekend sobie odpuściłam i tak - strasznie się wstydzę. Nie było aż tak źle ale jak dla mnie? Masakra. O dziwo przytyłam tylko 1 gram. Powinnam się martwic ale cieszę się bo muszę trochę przytyc. Mama chce wiedziec ile ważę ,wie o 47 kg a nie o 42/41. Chce mnie zabrac do dietetyka i takie tam pierdoły. Aktualnie siedzę i umieram ,chyba jestem chora. Najchętniej do końca dnia leżałabym w łóżku ale przede mną jeszcze nauka i trening.

Tak dodatkowo bilans z dzisiaj:
Śniadanie: 1 niecała kromka pieczywa suchego (drugą wyrzuciłam) ,kawałeczek babeczki który wyplułam i gryz czekolady Milka (takiej bąbelkowej czy jakoś tak) = około 30/35 kcal.

Obiad: pół jajka na twardo + pomidor + 3 marchwitki + parę ogórków korniszonych (konserwowych) = około 100 kcal.
Niestety ogórki okazały się innymi ogórkami. Jakimiś w ketchupie czy coś (moja ciocia takie robi ,po prostu chyba dodaje do zalewy ketchupu). Smakują jak zwykłe i zorientowałam się dopiero kiedy chciałam dołożyc sobie jednego. Mam nadzieję ,że nie moją jakoś więcej kalorii ,modlę się o to.

Podwieczorek & kolacja: najpierw przed treningiem zjem połowę jabłka i wypiję odrobinę kawy ,bez mleka i cukru (nie chcę paśc trupem) a na kolację kawę zbożową = około 50 kcal.

Razem =  185 kcal. Cholera a miało byc 150. Jestem idiotką. Mam nadzieję ,że spalę to na treningu ,boję się ,że zemdleję bo i tak czuję się słaba ale zobaczy się.

W szkole leci ,w domu szkoda gadac. Posprzątam trochę ,spakuję się i spadam na trening.
Trzymajcie się chudo xx